HR Sygnał: Dyrektywa o ochronie sygnalistów

Czytaj więcej

Najnowsze informacje dla pracodawców związane z sytuacją pandemii COVID-19

Czytaj więcej

HR Sygnał: Kto pierwszy dmuchnął w gwizdek? – czyli krótka historia whistleblowingu

28.04.2021

Ostatnio coraz częściej w debacie publicznej gości temat ochrony sygnalistów, która wkrótce znajdzie swoje prawne odzwierciedlenie w przepisach implementujących unijną dyrektywę w tym zakresie. Chcąc zrozumieć samą ideę i cele whistleblowingu, postanowiliśmy po trochu przybliżyć Państwu jego przeszłość.

Problem korupcji (łac. corruptio – zepsucie) istniał od zarania dziejów, a aparat państwa od zawsze borykał się z trudnościami w jego rozwiązaniu. Administrowanie krajem, w tym zarządzanie takimi sektorami jak służba zdrowia, ochrona terytorialna czy infrastruktura wiąże się z koniecznością ponoszenia ogromnych opłat, które siłą rzeczy pozyskiwane są od obywateli.  W sytuacji, gdy niektórzy z nich, swoim podstępnym działaniem i celem osiągniecia indywidualnych korzyści  dążą do uniknięcia lub minimalizacji tych opłat, większe koszty ponoszą ci uczciwi. Choć wykrywanie tego typu oszustw jest bardzo trudne, niewątpliwie leży w interesie całego społeczeństwa – podobnie jest zresztą i w miejscu pracy.

Na pierwszy rzut oka można by uznać, iż protoplaści dzisiejszych sygnalistów funkcjonowali już w czasach starożytnych. W Atenach, w V w. p.n.e. osoby, które raportowały władzom o kradzieży fig ze świętych drzew lub wywozie tych owoców za granicę kraju określane były mianem sykofantów. Z czasem określeniem tym zaczęto posługiwać się w stosunku do wszystkich osób profesjonalnie trudniących się ówczesną formą „zgłaszania nieprawidłowości”, a z tego typu działalności możliwe było osiąganie niemałych zysków. Odpowiednikami ateńskich Sykofantów byli nie mniej aktywni zawodowo rzymscy Delatorzy.

W średniowieczu natomiast, prawodawcy coraz liczniej zwracali się do swoich obywateli z prośbą o aktywną walkę z przestępczością korupcyjną. Ukuto wówczas stosowany do dziś termin qui tam, odnoszący się do tego, który ściga zarówno dla siebie, jak i dla króla. W 695 r. król Wihtred z Kentu wydał Deklarację, zgodnie z którą człowiek pracujący w czasie szabatu miał utracić swoje zyski, a ten, kto o tym fakcie zawiadomi – otrzymać połowę sumy nałożonej grzywny i właśnie zysk z nielegalnej pracy. Zatem istota współpracy sprowadzała się wówczas do wynagradzania sygnalistów ze środków, które udało się zatrzymać w związku z wykryciem prawnie zakazanej działalności.

Podstaw legislacyjnych o bardziej współczesnym charakterze można się doszukać w Stanach Zjednoczonych. Na przełomie XVII i XVIII wieku sukcesywnie przyjmowano tam coraz to nowsze akty prawne, realizujące idę qui tam. Jednym z nich była ustawa kolonialna z 1686 w Massachusetts, która gwarantowała nagrodę w postaci jednej trzeciej nałożonej grzywny każdemu inspektorowi, który poinformował o oszustwie przy sprzedaży chleba. 30 lipca 1778 r.  Kongres Kontynentalny Stanów Zjednoczonych jednogłośnie uchwalił pierwsze w Ameryce prawo wprost dotyczące sygnalistów. Uchwalenie go w szczytowym momencie rewolucji dowodzi, że Ojcowie Założyciele dostrzegali znaczenie sygnalistów i domagali się ich ochrony. Do dzisiaj 30 lipca uchodzi za Narodowy Dzień Sygnalisty, co dodatkowo podkreśla wagę tamtego wydarzenia.

Wreszcie, ogromne znaczenie w historii whistleblowingu ma uchwalenie False Claim Act z 1863 r., powszechnie określanego jako Lincoln Law (od Abrahama Lincolna, który miał spory udział w działaniach na rzecz jego uchwalenia.  Jego głównym założeniem była możliwość wniesienia powództwa przeciwko podmiotom podejrzanym o defraudację (czy szerzej – korupcję) w imieniu rządu federalnego. Również i w tym akcie przewidziano nagrodę dla sygnalisty równą połowie zasądzonego na rzecz rządu odszkodowania. Akt ten obowiązuje do dziś i w samym 2018 r. pozwolił wyegzekwować od sprawców czynów niedozwolonych ok. 3 miliardów dolarów.

W Polsce na kwestie sygnalizowania nieprawidłowości zapatrywano się raczej z niechęcią. Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z 29 kwietnia 2009 przepisy prawa pracy w wystarczający sposób miały chronić pracowników ujawniających nieprawidłowości przed potencjalnymi represjami ze strony pracodawcy. Zdecydowano się też usunąć postulat wprowadzenia regulacji z Rządowego Programu Przeciwdziałania Korupcji na lata 2014–2019. Ten pejoratywny stosunek może wynikać z uwarunkowań historycznych i kulturowych. Trudne doświadczenia wpierw z okresu zaborów, następnie wojen światowych oraz czasu PRLu sprawiły, że wszelkich „zgłaszających” społeczeństwo utożsamiało bardziej z konfidentem czy donosicielem, który dokonuje zgłoszenia w celu uzyskania własnej korzyści.

Głównym założeniem i celem interwencji sygnalisty jest natomiast ochrona interesu społecznego, a w miejscu pracy – dbanie o dobro zakładu pracy i współpracowników (np. zgłoszenie mobbingu, molestowania seksualnego, oszustwa czy defraudacji), a nie własna korzyść. Tylko takie rozumienie idei whistleblowingu znajdzie zrozumienie u pracowników i pozwoli na efektywne wykorzystywanie systemów zgłaszania naruszeń, by wszystkim żyło i pracowało się lepiej.